Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarstwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2013

Refleksje po powrocie z zagranicznych wojaży

W poniedziałek wróciłem z Francji. Przy okazji przypomniał mi się powrót z wyjazdu do tego kraju pod koniec lat 80-tych. Polska wydała mi się wtedy brudna i szara, a pierwsze spotkanie ze sklepową z osiedlowego spożywczaka na powrót pokazało mi, jak niewiele znaczę w ogólnym planie stworzenia. Tym razem obyło się bez podobnego szoku kulturowego. Owszem, chciałbym na przykład, żeby polskie drogi były w takim stanie jak francuskie. A jeździliśmy tam nie tylko po autostradach, czy drogach krajowych, ale i po takich o "74 kategorii odśnieżania" i nigdzie nie trafiliśmy na dziury. Ale za to po przejażdżce paryskim péripherique w godzinach szczytu człowiek zaczyna mniej krytycznie spoglądać na warszawskie korki. A już podejście francuskich kierowców do używania kierunkowskazów wywołałoby ostry atak migreny nawet u zaprawionego w drogowych potyczkach polskiego "złotówy".

Podoba mi się to, że na francuskiej prowincji wolą adaptować stare domy lub budować nowe w stylu pasującym do okolicznej zabudowy, zamiast tworzyć architektoniczne koszmarki, które pasują do okolicy jak pięść do nosa. Z drugiej strony moglibyśmy się od Francuzów jeszcze bardzo dużo nauczyć w dziedzinie przemysłowego dymania turystów na kasę.

czwartek, 14 marca 2013

Habemus Papam, czyli przeciwdziałając ateizacji Polski

Wczoraj:

W pracy cały dzień byliśmy zagonieni. Krótka przerwa na obiad, pita w pośpiechu kawa. Grające w tle radio typu muzyka (jakieś 15-20 kawałków nie pierwszej świeżości) i aktualności. Aktualności w ilości sztuk: dwie. Pierwsza aktualność była prezentowana w postaci rozmów ze słuchaczami, którzy dzielili się swoimi przemyśleniami na temat tego, że panowie Marcin Herra i Andrzej Bogucki wzięli po milion trzysta tysięcy z groszami premii za kierowanie spółką PL.2012. Aktywność prezentera ograniczała się do pytania:

- Co Państwo sądzą, o premiach dla prezesów spółki koordynującej przygotowania do Euro?
- (wypowiedź słuchacza)
- Dziękujemy, Panie Marcinie, a teraz prosimy Panią Joannę
- (wypowiedź słuchaczki)
- Dziękuję bardzo Pani Joanno...

piątek, 23 listopada 2012

Nie będziesz brał imion Bernsteina i Woodwarda na daremno

Kiedy obserwuję relacje medialne dotyczące sprawy Brunobombera po raz kolejny przychodzą mi do głowy refleksje, które nasunęły mi się przy okazji zamieszania związanego z trotylem C4 i nitrogliceryną odkrytymi przez "Rzeczpospolitą" na wraku Tupolewa (http://www.rp.pl/artykul/947282.html i http://www.rp.pl/artykul/947284.html). Po artykułach Cezarego Gmyza zastanawiano się w mediach, czy były odpowiednio udokumentowane, czy autor miał prawo ukrywać przed redakcją swoje źródła itp. Ja patrzę na to z punktu widzenia czytelnika i nie widzę w nich nic, co dałoby się zweryfikować. Mamy tajemnicze źródła, które mu być może powiedziały to, co napisał, może powiedziały mu coś innego, czego nie zrozumiał, więc wytłumaczył to sobie po swojemu. Źródła albo nie wiedziały, do końca co mówiły (i w ten sposób powstał trotyl C4, który potem zmienił się w m. in. w nitroglicerynę), albo dziennikarz, który przyznał, że na materiałach wybuchowych się nie zna, nie do końca zrozumiał, o co im chodziło. Nie wiemy na ile są to źródła wiarygodne - były w Smoleńsku podczas badania wraku, usłyszały tą historię od kogoś, kto brał w tym udział, a może informacja dotarła do nich na zasadzie głuchego telefonu. Podobno naczelny "Rzepy" weryfikował te rewelacje u prokuratora Seremeta, ale nie nagrał tej rozmowy (Seremet również), więc znów nie wiemy, co zostało powiedziane, a co usłyszane i zrozumiane, zaś decyzję o tytule podejmował ponoć Andrzej Talaga - ale znów nie wiadomo, na czym się opierał.