Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manipulacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manipulacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 września 2014

Po owocach ich poznacie, czyli reklamacja w Morele.net

Każdy godny tego miana manager wie, że jedynym czynnikiem uniemożliwiającym perfekcyjne funkcjonowanie firmy są klienci. Dlatego będzie dążył wszelkimi dostępnymi środkami do wyeliminowania tej niedogodności. Jako klient sklepu Morele.net, jednego z wiodących na polskim rynku internetowych dystrybutorów elektroniki, na własnej skórze doświadczyłem, jak skutecznym narzędziem do osiągnięcia tego celu może się okazać dział reklamacji. Dla uhonorowania pracujących tam wybitnych specjalistów, postanowiłem opisać przebieg naprawy gwarancyjnej kupionego w tej firmie aparatu fotograficznego Pentax K-30.

By skutecznie zniechęcić klienta, dobrze jest zadbać o odpowiedni kontrast emocjonalny, dlatego warto go początkowo wprowadzić w jak najlepszy nastrój, aby później szybko doprowadzić go do wściekłości lub rozpaczy. Pozwoli to uzyskać lepsze i bardziej długotrwałe efekty. W moim przypadku już po półtora tygodnia od dnia, kiedy reklamowany aparat dotarł do sklepu, zobaczyłem w panelu komunikacyjnym Moreli, że reklamacja została zamknięta, a jej status zmienił się na „Wysłane/odebrane”. Uznałem, że naprawa się zakończyła, a sprzęt został do mnie odesłany. Przyznam, że w tym momencie zacząłem się zastanawiać, jak zebrać fundusze na choćby niewielki postumencik wyrażający moją wdzięczność.

Kiedy jednak w ciągu trzech dni od zmiany statusu aparat do mnie nie dotarł, trochę się zaniepokoiłem. A Morele zaczęły wzorem mistrza Hitchcoka budować napięcie, ignorując prośbę o informację, co się dzieje z przesyłką. Po upływie kolejnego dnia roboczego nie wytrzymałem i zadzwoniłem na infolinię. Oczywiście nie zostałem przełączony do działu reklamacji, bo pracujący w nim wybitni specjaliści nie będą się zniżać do rozmów z kimś tak nieważnym, jak klient. Ale już w 13 minut po moim telefonie reklamacja została ponownie otwarta i opatrzona komentarzem, że sprzęt został wysłany do serwisu producenta.

piątek, 17 maja 2013

Refleksje po powrocie z zagranicznych wojaży

W poniedziałek wróciłem z Francji. Przy okazji przypomniał mi się powrót z wyjazdu do tego kraju pod koniec lat 80-tych. Polska wydała mi się wtedy brudna i szara, a pierwsze spotkanie ze sklepową z osiedlowego spożywczaka na powrót pokazało mi, jak niewiele znaczę w ogólnym planie stworzenia. Tym razem obyło się bez podobnego szoku kulturowego. Owszem, chciałbym na przykład, żeby polskie drogi były w takim stanie jak francuskie. A jeździliśmy tam nie tylko po autostradach, czy drogach krajowych, ale i po takich o "74 kategorii odśnieżania" i nigdzie nie trafiliśmy na dziury. Ale za to po przejażdżce paryskim péripherique w godzinach szczytu człowiek zaczyna mniej krytycznie spoglądać na warszawskie korki. A już podejście francuskich kierowców do używania kierunkowskazów wywołałoby ostry atak migreny nawet u zaprawionego w drogowych potyczkach polskiego "złotówy".

Podoba mi się to, że na francuskiej prowincji wolą adaptować stare domy lub budować nowe w stylu pasującym do okolicznej zabudowy, zamiast tworzyć architektoniczne koszmarki, które pasują do okolicy jak pięść do nosa. Z drugiej strony moglibyśmy się od Francuzów jeszcze bardzo dużo nauczyć w dziedzinie przemysłowego dymania turystów na kasę.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Wychowawcze dylematy Donalda Tuska

W pracy jestem ostatnio zajęty bardzo i w związku z tym politykę naszą obserwuję tylko jednym okiem. Widzę jednak, że Papa Premier Tusk nie ma ostatnio lekko. Zamiast rządzić, latać do Nigerii czy zajmować się innymi ważnymi obowiązkami premiera, musi co chwila brać swoich współpracowników na "poważne, męskie rozmowy". A chłopaki wciąż zachowują się w taki sposób, że gdyby facebookowa gimbaza obserwowała życie polityczne, to zabiłaby ich LOL-ami za ostanie popisy. A to w wyborach uzupełniających do Senatu w okręgu rybnickim Platforma osiągnęła moralne zwycięstwo, bo związani jej środowiskiem kandydaci zebrali w sumie więcej głosów, niż kandydat PiS. Niestety, panowie należą do dwóch różnych gangów podwórkowych, więc ostatecznie nie udało się zrealizować głównej misji Platformy polegającej na powstrzymywaniu partii Jarosława Kaczyńskiego zawsze, wszędzie i za wszelką cenę.

Kolejnym kandydatem do rozmowy pedagogicznej okazał się minister Nowak - niby człowiek poważny, na stanowisku, a zachowuje się jak uczeń nauczania początkowego. Już słyszę jego rozmowę z Piotrem Wawrzynowiczem:

- Siema Sławek, looknij jakiego sobie sikora ostatnio sprawiłem.
- Ale zajefajny. Pożyczyłbyś go na kilka dni? W weekend ide na wypas, będzie do gangola pasował.
- Możemy się zamienić. Tylko oddaj w poniedziałek, bo jak się stara dowie, że się na taką obciachową cebulę wymieniłem, to mi zrobi z du.. jesień średniowiecza.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Piknik smoleński 2013



Ponoć jeden obraz jest wart tyle, co tysiąc słów, więc dzisiaj słów będzie niewiele, a obrazków dużo. "Obchody" rocznicy katastrofy smoleńskiej, zmieniły się tym roku w solidną trzydniówkę, w którą zaangażowała się między innymi publiczna telewizja, dzięki której przypadkowi członkowie przypadkowego społeczeństwa mogli się wreszcie zapoznać z wybitnym dziełem Anity Gargas. Więc choć już kilka dni minęło od pikniku na Krakowskim Przedmieściu, to wrzucę tutaj trochę zdjęć, które zrobiłem 10 kwietnia. A ze słów głównie jedna refleksja: za każdym razem, kiedy mam okazję posłuchać Jarosława Kaczyńskiego,


doświadczam nagłego nawrotu chorobliwej ochoty, by w najbliższych wyborach (do dowolnego wybieralnego ciała) zagłosować na Platformę Obywatelską.

piątek, 12 kwietnia 2013

Wydział Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Obrony Narodowej realizuje swoją misję



Kierując się głęboką, a bezinteresowną chęcią spełnienia obywatelskiego obowiązku postanowiłem wspomóc rozwój myśli obronnej naszego kraju, biorąc udział w konferencji naukowej Jan Paweł II a problemy bezpieczeństwa. Konferencję zorganizował - we współpracy z Instytutem Papieża Jana Pawła II w Warszawie - Wydział Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Obrony Narodowej, realizując w ten sposób jedno z głównych zadań, do których został powołany, czyli "organizowanie i prowadzenie badań naukowych w zakresie bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego oraz rozwijanie wiedzy w tych obszarach". Choć śmiałość podjętej tematyki badań spowodowała, że pomysł tego naukowego wydarzenia był krytykowany, a nawet publicznie wyśmiewany, to organizatorzy nie ugięli się i z iście żołnierską odwagą i determinacją doprowadzili swe dzieło do końca, za co dziękował im między innymi biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek.

czwartek, 14 marca 2013

Habemus Papam, czyli przeciwdziałając ateizacji Polski

Wczoraj:

W pracy cały dzień byliśmy zagonieni. Krótka przerwa na obiad, pita w pośpiechu kawa. Grające w tle radio typu muzyka (jakieś 15-20 kawałków nie pierwszej świeżości) i aktualności. Aktualności w ilości sztuk: dwie. Pierwsza aktualność była prezentowana w postaci rozmów ze słuchaczami, którzy dzielili się swoimi przemyśleniami na temat tego, że panowie Marcin Herra i Andrzej Bogucki wzięli po milion trzysta tysięcy z groszami premii za kierowanie spółką PL.2012. Aktywność prezentera ograniczała się do pytania:

- Co Państwo sądzą, o premiach dla prezesów spółki koordynującej przygotowania do Euro?
- (wypowiedź słuchacza)
- Dziękujemy, Panie Marcinie, a teraz prosimy Panią Joannę
- (wypowiedź słuchaczki)
- Dziękuję bardzo Pani Joanno...

piątek, 15 lutego 2013

Cudze grzechy

Moje zainteresowanie tym, kto jest aktualnie głową Kościoła katolickiego, jest wysoce umiarkowane, więc "breaking news" o planowanej abdykacji Benedykta XVI jakoś nie wywołał u mnie palpitacji serca. Ale przy okazji tego wstrząsającego wydarzenia doszło w "Kropce nad i" do dość szczególnej rozmowy między Moniką Olejnik, a biskupem Tadeuszem Pieronkim. Zapewne również ta rozmowa nie wywołałaby mojego zainteresowania, gdyby nie zrobiło się  o niej głośno ze względu na reakcję księdza biskupa na pytania dotyczące problemu pedofilii wśród księży i stosunku do niej papieża. Wolę sobie wyrobić osobiście zdanie na tematy budzące szczególne zainteresowanie mediów i/lub internautów, bo często okazuje się potem, że większość wypowiadających się na jakiś temat przekazuje dalej jedynie to, co potwierdza ich przekonania. Dopiero wczoraj udało mi się obejrzeć do końca wspomniany program i muszę przyznać, że ja również pozostaję pod wrażeniem wypowiedzi biskupa.

niedziela, 6 stycznia 2013

SLD wraca do raju

SLD zazdroszcząc zapewne medialnej popularności PiS, osiąganej dzięki przeplataniu kampanii ocieplania wizerunku i kolejnych "ofensyw" (zadaje się, że obecnie trwa styczniowa, ale trochę mało ją widać) przeplatanych atakami ostrej paranoi prezesa i Antoniego M. wspieranych przez niezależnych naukowców, oraz RP, którego lider wciąż podejmuje tak owocne działania, jak zapalenie kadzidełka lub przybicie jakiejś kartki do drzwi kościoła, również postanowiło dokonać przed kamerami aktu intelektualnej masturbacji:

czwartek, 3 stycznia 2013

Nowy rok w polityce

Po świąteczno-noworocznej przerwie postanowiłem sprawdzić, co tam słychać w polityce. Miałem taką cichą nadzieję, że politykom, którzy podobno w Wigilię mówią ludzkim głosem, zostało to na dłużej. Odpaliłem więc TVN24 i rzeczywiście trafiłem na dwie ważne wiadomości dotyczące polskiej polityki. Oczywiście sprawcami tych rewelacji są partie opozycyjne: SLD postanowiło uczcić pamięć Edwarda Gierka - prawdziwego autora polskiego cudu gospodarczego, który zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną. Ponoć nasza nowoczesna lewica chciałaby ogłosić rozpoczęty właśnie rok 2013 rokiem pierwszego sekretarza PZPR. Przy czym towarzysze są na razie bardzo tajemniczy (prawie tak jak PiS z ogłoszeniem nazwiska "premiera technicznego"), bo szczegóły planują ogłosić dopiero 6 stycznia w rocznicę jego urodzin. Może przy okazji ogłoszą również podstawy programu gospodarczego oraz reform społeczno-politycznych inspirowanych dokonaniami tego ekonomicznego guru i orędownika prawdziwej demokracji.

piątek, 21 grudnia 2012

Przemyślnie sformułowa informacja biznesowa

Sprawa sprzed kilkunastu dni, ale z takich "ponadczasowych". Siedziałem w pracy, odbierając co chwila "niezwykle istotne" telefony od naszych  klientów, bezskutecznie próbując między kolejnymi rozmowami zająć się jakąś konstruktywną działalnością. I wtedy na prywatną komórkę dostałem SMS-a:

Dzień dobry. Krawcowe z pracowni "XXXXX" zapraszają od grudnia do nowego lokalu przy ul. Wilczej XX m XXb tel XXX XXX XXX. Ania, Dorota, Jadwiga.

Oczywiście zrozumiałem z niego, że pracownia, której zlecam czasem przeróbki mojej garderoby, ma nową siedzibę. Trochę się zdziwiłem, bo kiedy byłem tam dwa tygodnie wcześniej, nic mi nie wspominano o planach przeprowadzki. Lokal w którym się mieściła był duży, w dobrym miejscu i wyraźnie przystosowany do prowadzonej działalności, więc zaskoczyła mnie nagła zmiana adresu. Ale z drugiej strony w obecnych czasach można sobie wyobrazić powody pośpiechu: właściciel lokalu podniósł nagle czynsz, jakaś kłótnia między wspólnikami itp. Przez chwilę zastanawiałem się, czy taki SMS-a na numer, który podałem, żeby można mi było przesłać informację o wcześniejszym wykonaniu pilnego zamówienia, nie podpada przypadkiem o przepisy o ochronie danych osobowych, ale od razu dałem sobie spokój, bo pracownia była sprawdzona, robotę wykonywała dobrze i szybko, a ja zdecydowanie wolałem wiedzieć, gdzie się przenosi, niż szukać od nowa porządnego krawca w mojej okolicy. Poczułem się nawet mile połechtany faktem, że uznano mnie za klienta na tyle ważnego, by zadać sobie trud powiadomienia mnie o zmianie adresu, żebym przypadkiem nie pocałował klamki, kiedy następnym razem przyniosę parę spodni do przeróbki. Miałem tylko nadzieję, że nowa siedziba nie jest zbyt daleko od mojego miejsca zamieszkania.
Kilka godzin później przyszła druga wiadomość:

piątek, 23 listopada 2012

Nie będziesz brał imion Bernsteina i Woodwarda na daremno

Kiedy obserwuję relacje medialne dotyczące sprawy Brunobombera po raz kolejny przychodzą mi do głowy refleksje, które nasunęły mi się przy okazji zamieszania związanego z trotylem C4 i nitrogliceryną odkrytymi przez "Rzeczpospolitą" na wraku Tupolewa (http://www.rp.pl/artykul/947282.html i http://www.rp.pl/artykul/947284.html). Po artykułach Cezarego Gmyza zastanawiano się w mediach, czy były odpowiednio udokumentowane, czy autor miał prawo ukrywać przed redakcją swoje źródła itp. Ja patrzę na to z punktu widzenia czytelnika i nie widzę w nich nic, co dałoby się zweryfikować. Mamy tajemnicze źródła, które mu być może powiedziały to, co napisał, może powiedziały mu coś innego, czego nie zrozumiał, więc wytłumaczył to sobie po swojemu. Źródła albo nie wiedziały, do końca co mówiły (i w ten sposób powstał trotyl C4, który potem zmienił się w m. in. w nitroglicerynę), albo dziennikarz, który przyznał, że na materiałach wybuchowych się nie zna, nie do końca zrozumiał, o co im chodziło. Nie wiemy na ile są to źródła wiarygodne - były w Smoleńsku podczas badania wraku, usłyszały tą historię od kogoś, kto brał w tym udział, a może informacja dotarła do nich na zasadzie głuchego telefonu. Podobno naczelny "Rzepy" weryfikował te rewelacje u prokuratora Seremeta, ale nie nagrał tej rozmowy (Seremet również), więc znów nie wiemy, co zostało powiedziane, a co usłyszane i zrozumiane, zaś decyzję o tytule podejmował ponoć Andrzej Talaga - ale znów nie wiadomo, na czym się opierał.

środa, 24 października 2012

O niewątpliwych pożytkach z biznesowego caochingu

Ostatnio miałem niesamowitą okazję uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez gwiazdę polskiego coachingu biznesowego (i nie tylko coachingu). Podobno miało to być szkolenie, ale nie do końca wiem na jaki temat, bo nie wydaje mi się, żeby prowadzący to jakoś sprecyzował. Ale może wynikało to z tego, że o 9.00 rano na firmowym wyjeździe mogłem być jeszcze nieco rozkojarzony. Wkrótce jednak niewątpliwy talent sceniczny naszego coacha, jego nietuzinkowa osobowość oraz niezwykłe bogactwo przekazanej nam wiedzy obudziło moją uwagę. Dzięki temu w ciągu czterech godzin dowiedziałem się na prawdę niesamowitych rzeczy, które uczyniły moje życie lepszym. Czuję się zobowiązany, by podzielić się tym niezwykłym doświadczeniem.

sobota, 20 października 2012

Polityka a la Mordoksiążka

Po trzydniowej nieobecności w Warszawie wracam do domu, włączam TVN24 i trafiam na najważniejsze informacje dnia - polityków wzywających do rozliczenia winnych "afery dachowej". Tak jak wielu innych ludzi sam się śmiałem z tego, że w XXI wieku odpowiedzialni podobno ludzie nie potrafią skorzystać z prognozy pogody (choć z drugiej strony, jak się weźmie pod uwagę, jak często drogowcy są zaskakiwani opadami śniegu, to nie powinno mnie to dziwić), ani zrozumieć takiej z pozoru prostej zależności, że jak pada deszcz, to jest mokro. Ale zrobienie z tego kolejnej afery wymagającej osobistej interwencji premiera to gruba przesada. Ktoś dał du... (zdarza się to codziennie w różnych sytuacjach - niestety tym razem podczas prestiżowego wydarzenia) - w efekcie było wielu wkurzonych kibiców oraz kupa śmiechu i kpin. Decyzji o niezasuwaniu dachu nie podejmował nikt NCS, choć być może niedostatecznie dokładnie wyjaśnili oni ludziom podejmującym decyzję, że murawa nie jest przygotowana do gry podczas deszczu. Sprawa w sam raz dla komisji śledczej.

środa, 10 października 2012

Polityka, czyli brawa dla scenarzystów

Soap opera pod tytułem "Polska polityka" pełna jest nieoczekiwanych zwrotów i przemian głównych bohaterów. Najpierw reżimowe media nagłaśniają kolejne afery obnażające prawdziwą twarz rządzącej koalicji - wystarczy tylko wspomnieć z ostatniego okresu sprawę taśm PSL, czy też aferę Amber Gold, która zachwiała ekonomią naszego kraju oraz pozbawiła środków do życia miliny polskich rodzin. Ostatnio możemy obserwować przemianę PiS-u w odpowiedzialną, zatroskaną losem państwa opozycję: debata ekonomiczna, marsz "Obudź się Polsko" zorganizowany wspólnie z Solidarnością i jedynym przedstawicielem wolnych mediów w Polsce, któremu nie towarzyszyło tym razem zwyczajowe palenie opon oraz kukieł przeciwników politycznych, później przedstawienie "pozaparlamentarnego" kandydata na premiera rządu fachowców i na koniec debata na temat sytuacji w służbie zdrowia ma jasno pokazać przypadkowym członkom przypadkowego społeczeństwa, że interesuje ich coś więcej niż tylko ukaranie zabójców polskiego prezydenta, ubeckich agentów i łapowników (przy czym można przypuszczać, że te wszystkie grupy są tak naprawdę identyczne i składają się głównie z rzeczywistych lub urojonych przeciwników Jarosława Kaczyńskiego).

czwartek, 30 sierpnia 2012

Państwo a "bezpieczne" inwestowanie i inne skojarzenia

Przeglądając portale i oglądając telewizje informacyjne ciągle natrafiam na kolejne wiadomości oraz wypowiedzi polityków na temat Amber Gold. Przewijają się w nich między innymi stwierdzenia, że państwo nie chroniło dostatecznie poszkodowanych obywateli (choćby na konferencji prasowej Zbigniewa Ziobry, ale pojawia się również w innych wypowiedziach). O ile trudno polemizować ze stwierdzeniem, że prokuratura w tej sprawie - delikatnie mówiąc - dała du.., zresztą podobnie jak w przypadku "afery solnej" (czy ktoś jeszcze pamięta, o co w niej chodziło?), o czym pisałem w poście "Sól i politycy", o tyle nie potrafię się zgodzić z przedstawianiem poszkodowanych przez Amber Gold jako biednych ofiar oszusta. Zgodnie z artykułem z wyborczej.pl dwa dni temu złożono do prokuratury 2091 klientów uważa się za oszukanych przez spółkę na łączną sumę 131 744 000 zł. Proste działanie matematyczne pokazuje, że średnio lokowali oni po 63 005 zł i 26 gr. Czyli ludzie "inwestowali" po kilkadziesiąt tysięcy złotych licząc na oprocentowanie przekraczające najlepsze lokaty bankowe i to "bez ryzyka". Fajnie podsumował to jeden z komentatorów na forum.gazeta.pl. I nie jest prawdą, że nie było wcześniej żadnych ostrzeżeń na temat funkcjonowania tej firmy - jak się ustawi wyszukiwanie w Google na okres np. od 01.01.2009 - 31.12.2011 i wpisze "Amber Gold", to okaże się, że można było tam znaleźć artykuły, czy wpisy na blogach ostrzegające przed lokowaniem tam pieniędzy (o ostrzeżeniach KNF nie wspominając).

czwartek, 19 lipca 2012

Niezbędnik kinomaniaka: recenzja "Taśm PSL"

Jako że cała Polska mówi o premierze amatorskiej, krótkometrażowej produkcji audio-wideo zatytułowanej "Taśmy PSL", również postanowiłem zapoznać się z tym znaczącym dziełem. Utrzymane jest w prostej konwencji teatralnego dialogu, zachowując klasycystyczną zasadę trzech jedności. Reżyser dołączył do tego czwartą - cała scena sfilmowana jest jednym długim ujęciem nieruchomej kamery. Sam kadr jest surowy, wręcz zgrzebny, a bohaterowie częściowo przesłonięci elementami prostych, stonowanych dekoracji, dzięki czemu możemy się skupić na ich słowach niosących główne przesłanie dzieła. Również ruch sceniczny nie przeszkadza w śledzeniu twardego lecz potoczystego dialogu.

czwartek, 28 czerwca 2012

Zagadki Euro


Już starożytni Mohendżodarianie sformułowali zasadę, że wszystko przemija - nawet najdłuższa żmija (choć w kręgach naukowych ostatnio podnoszą się głosy, że przejęli ją jednak od Harappian). Zbliżający się koniec wielkiego piłkarskiego święta wyraźnie pokazuje nam, że prawda ta wciąż obowiązuje mimo upływu wieków. Prawdziwe emocje są już za nami: gospodarze zgodnie odpadli w fazie grupowej, Anglicy polegli po rzutach karnych, a przyjacielską rywalizację między polskimi i rosyjskimi fanami wygrała policja (choć niektórzy uważają, że zastosowanie armatek wodnych, gazu i broni gładkolufowej nie było w pełni zgodne z zasadami fair play). W spotkaniu między Portugalią i Hiszpanią nie padła ani jedna bramka w czasie gry, a boski Cristiano Ronaldo nie miał nawet szansy na zakończenie strzelić sobie karnego. Na pocieszenie zostaje mu pewność, że brylantyna, którą stosuje, pozwala zachować nieskazitelną stylizację przez cały czas trwania meczu i nie szkodzą jej nawet kontakty głowy zawodnika z piłką. Ba, nawet największa zagadka tych mistrzostw, czyli pytanie, kim jest tajemnicza polska kibicka, którą przypadkowo wyłapywały w wielotysięcznym tłumie widzów obiektywy fotoreporterów znalazła już rozwiązanie.

 (zdj.: Sportsphoto/Splash News/Imago Sport and News/East News)
Okazało się, że to Natalia Siwiec, zupełnie przypadkowa polska dziewczyna. Osoba tak nieznana, że jej biogram w Wikipedii udało się zamknąć w 6 linijkach.

sobota, 16 czerwca 2012

Głos w obronie Prawdziwych Patriotów niesłusznie szykanowanych przez totalitarny reżim Tuska

Wczoraj rano otworzyłem sobie Gazetę Polską Codziennie z zeszłego piątku i trafiłem na Felieton kibica Ryszarda Siemaszko zatytułowany "Białoruś bis". Felieton poświęcony jest obronie polskiego więźnia politycznego, niesłusznie szykanowanego przez władze Piotra Staruchowicza. Po wysłuchaniu wywiadu z ks. Wąsowiczem (27 minuta nagrania i następne) zamieszczonym na portalu pomniksmolensk.pl, tytułowanym tam kapelanem kibiców (władze kościelne nic o takim tytule nie wiedzą), zrozumiałem dlaczego. Staruch, "prywatnie zresztą bardzo sympatyczny chłopak, bardzo zdolny" (tamże), jest znienawidzony przez władze, ponieważ wymyślił hasło "Donald matole, twój rząd obalą kibole". Szkoda, że takiemu kulturalnemu młodemu człowiekowi, głęboko zaangażowanemu w mobilizowanie piłkarzy ukochanego klubu do dobrej gry, nie pozwolono organizować dopingu naszych kibiców na meczach reprezentacji. On nauczyłby wszystkich "pikników", co to jest prawdziwy doping:

wtorek, 12 czerwca 2012

Miesięcznica, czyli nabożeństwo polityczne

Licząc na zadymę pod Hotelem Bristol udałem się w niedzielę wieczorem na wydarzenie religijne. Zaczęło się od mszy w Archikatedrze św. Jana, następnie sformował się pochód, który przemaszerował pod Pałac Prezydencki, gdzie między innymi przemówił Jarosław Kaczyński. Po oficjalnym zakończeniu wydarzenia, można się było jeszcze rozkoszować melodeklamacjami patetyczno-patriotycznymi tej oto pani (jeszcze bardziej natchnione, patetyczne i patriotyczne, niż na zamieszczonym poniżej wideo):
(http://www.youtube.com/watch?v=eYwneRZPHWw)

czwartek, 7 czerwca 2012

Postaw się a zastaw się, czyli Euro w sosie polskim

Chyba mam w sobie coś z wróżki - na dowód pozwolę sobie zacytować zdanie z posta "Nagły atak Euro": "Podobno uda się również zbudować znaczną część planowanych autostrad - oby tylko nie pociągnęło to za sobą kolejnych bankructw wykonawców." (Dotyczyło to bankructwa firmy DSS, która po chińskim Covecu przejęła odcinek C autostrady A2.) A jednak kolejne upadłości są w drodze: Grupy PGB (do której należy m. in. Hydrobudowa budująca stadion narodowy oraz Aprivia) oraz POLDIM-u. Pozwolę sobie tutaj zacytować fragment z informacji o podjęciu przez zarządy spółek z Grupy PGB uchwał o złożeniu wniosków o ogłoszenie upadłości: