Już starożytni Mohendżodarianie sformułowali zasadę, że wszystko przemija - nawet najdłuższa żmija (choć w kręgach naukowych ostatnio podnoszą się głosy, że przejęli ją jednak od Harappian). Zbliżający się koniec wielkiego piłkarskiego święta wyraźnie pokazuje nam, że prawda ta wciąż obowiązuje mimo upływu wieków. Prawdziwe emocje są już za nami: gospodarze zgodnie odpadli w fazie grupowej, Anglicy polegli po rzutach karnych, a przyjacielską rywalizację między polskimi i rosyjskimi fanami wygrała policja (choć niektórzy uważają, że zastosowanie armatek wodnych, gazu i broni gładkolufowej nie było w pełni zgodne z zasadami fair play). W spotkaniu między Portugalią i Hiszpanią nie padła ani jedna bramka w czasie gry, a boski Cristiano Ronaldo nie miał nawet szansy na zakończenie strzelić sobie karnego. Na pocieszenie zostaje mu pewność, że brylantyna, którą stosuje, pozwala zachować nieskazitelną stylizację przez cały czas trwania meczu i nie szkodzą jej nawet kontakty głowy zawodnika z piłką. Ba, nawet największa zagadka tych mistrzostw, czyli pytanie, kim jest tajemnicza polska kibicka, którą przypadkowo wyłapywały w wielotysięcznym tłumie widzów obiektywy fotoreporterów znalazła już rozwiązanie.
(zdj.: Sportsphoto/Splash News/Imago Sport and News/East News)
Okazało się, że to Natalia Siwiec, zupełnie przypadkowa polska dziewczyna. Osoba tak nieznana, że jej biogram w Wikipedii udało się zamknąć w 6 linijkach.