Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2013

Refleksje po powrocie z zagranicznych wojaży

W poniedziałek wróciłem z Francji. Przy okazji przypomniał mi się powrót z wyjazdu do tego kraju pod koniec lat 80-tych. Polska wydała mi się wtedy brudna i szara, a pierwsze spotkanie ze sklepową z osiedlowego spożywczaka na powrót pokazało mi, jak niewiele znaczę w ogólnym planie stworzenia. Tym razem obyło się bez podobnego szoku kulturowego. Owszem, chciałbym na przykład, żeby polskie drogi były w takim stanie jak francuskie. A jeździliśmy tam nie tylko po autostradach, czy drogach krajowych, ale i po takich o "74 kategorii odśnieżania" i nigdzie nie trafiliśmy na dziury. Ale za to po przejażdżce paryskim péripherique w godzinach szczytu człowiek zaczyna mniej krytycznie spoglądać na warszawskie korki. A już podejście francuskich kierowców do używania kierunkowskazów wywołałoby ostry atak migreny nawet u zaprawionego w drogowych potyczkach polskiego "złotówy".

Podoba mi się to, że na francuskiej prowincji wolą adaptować stare domy lub budować nowe w stylu pasującym do okolicznej zabudowy, zamiast tworzyć architektoniczne koszmarki, które pasują do okolicy jak pięść do nosa. Z drugiej strony moglibyśmy się od Francuzów jeszcze bardzo dużo nauczyć w dziedzinie przemysłowego dymania turystów na kasę.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Wychowawcze dylematy Donalda Tuska

W pracy jestem ostatnio zajęty bardzo i w związku z tym politykę naszą obserwuję tylko jednym okiem. Widzę jednak, że Papa Premier Tusk nie ma ostatnio lekko. Zamiast rządzić, latać do Nigerii czy zajmować się innymi ważnymi obowiązkami premiera, musi co chwila brać swoich współpracowników na "poważne, męskie rozmowy". A chłopaki wciąż zachowują się w taki sposób, że gdyby facebookowa gimbaza obserwowała życie polityczne, to zabiłaby ich LOL-ami za ostanie popisy. A to w wyborach uzupełniających do Senatu w okręgu rybnickim Platforma osiągnęła moralne zwycięstwo, bo związani jej środowiskiem kandydaci zebrali w sumie więcej głosów, niż kandydat PiS. Niestety, panowie należą do dwóch różnych gangów podwórkowych, więc ostatecznie nie udało się zrealizować głównej misji Platformy polegającej na powstrzymywaniu partii Jarosława Kaczyńskiego zawsze, wszędzie i za wszelką cenę.

Kolejnym kandydatem do rozmowy pedagogicznej okazał się minister Nowak - niby człowiek poważny, na stanowisku, a zachowuje się jak uczeń nauczania początkowego. Już słyszę jego rozmowę z Piotrem Wawrzynowiczem:

- Siema Sławek, looknij jakiego sobie sikora ostatnio sprawiłem.
- Ale zajefajny. Pożyczyłbyś go na kilka dni? W weekend ide na wypas, będzie do gangola pasował.
- Możemy się zamienić. Tylko oddaj w poniedziałek, bo jak się stara dowie, że się na taką obciachową cebulę wymieniłem, to mi zrobi z du.. jesień średniowiecza.

sobota, 23 marca 2013

Obywatelskie zaangażowanie w politykę

Politycy, zaniepokojeni zapewne małym zaangażowaniem przypadkowych członków naszego przypadkowego społeczeństwa w życie społeczno-polityczne kraju, postanowili ostatnio zaktywizować szare obywatelskie rzesze. Pewne efekty już widać: choćby podejmowane ostatnio przez młodych patriotów (którzy zapewne z nadmiaru nieśmiałości skrywają swoje uduchowione buźki pod gustownymi kominiarkami) próby wzięcia udziału w spotkaniach z takimi osobami, jak prof. Magdalena Środa czy Adam Michnik. Warto również odnotować w tym kontekście propozycje Ruchu Palikota, by obniżyć próg biernego prawa wyborczego do 16 roku życia. Przy czym wydaje się, że jest to działanie absolutnie bezinteresowne, ponieważ zeszłoroczne badania CBOS na temat preferencji politycznych młodzieży (raport można pobrać z tej strony) wskazują, że zamiast głosować na bojowników o wolność konopi, 3/5 z nich miałaby te całe wybory głęboko w pewnym ciemnym miejscu. A z tych, którzy chcieliby wziąć w nich udział, najwięcej poparłoby PiS. A gdyby teraz robić takie badanie, to mogłoby się okazać, że duża część ewentualnych młodych wyborców wolałaby na przykład wesprzeć starania panów Zawiszy, Holochera i Winnickiego o to, by dalszą walkę z Unią Europejską w obronie polskości mogli finansować z poselskich i europoselskich diet.

czwartek, 14 marca 2013

Habemus Papam, czyli przeciwdziałając ateizacji Polski

Wczoraj:

W pracy cały dzień byliśmy zagonieni. Krótka przerwa na obiad, pita w pośpiechu kawa. Grające w tle radio typu muzyka (jakieś 15-20 kawałków nie pierwszej świeżości) i aktualności. Aktualności w ilości sztuk: dwie. Pierwsza aktualność była prezentowana w postaci rozmów ze słuchaczami, którzy dzielili się swoimi przemyśleniami na temat tego, że panowie Marcin Herra i Andrzej Bogucki wzięli po milion trzysta tysięcy z groszami premii za kierowanie spółką PL.2012. Aktywność prezentera ograniczała się do pytania:

- Co Państwo sądzą, o premiach dla prezesów spółki koordynującej przygotowania do Euro?
- (wypowiedź słuchacza)
- Dziękujemy, Panie Marcinie, a teraz prosimy Panią Joannę
- (wypowiedź słuchaczki)
- Dziękuję bardzo Pani Joanno...

czwartek, 28 lutego 2013

Polityczne Tur de Poloń

Niedawno premier Tusk zapowiedział, że będzie się spotykał z ludem pracującym (i niepracującym) miast i wsi, by z nami -  pospolitymi, prostymi wyborcami skonsultować, na co mamy wydać unijne miliardy. Słysząc te słowa większość z nas miała nadzieję, że znów ruszy w Polskę wspaniały Tuskobus, którym premier wraz z innymi najdostojniejszymi osobami w państwie zawita pod nasze strzechy. Również Jarosław Kaczyński planuje objechać naszą piękną ojczyznę, by nawet w najmniejszych miejscowościach "od Świnoujścia po Ustrzyki, od Wałbrzycha po Suwałki" spotykać się z Polakami. Choć doceniam inicjatywę obu mężów stanu, a Premierowi chętnie przedstawiłbym swój plan rozwoju i modernizacji kraju, to jednak ośmielę się zauważyć, że proponowana przez obu panów formuła nie przystaje już trochę do naszych czasów. Bo cóż takiego może się wydarzyć na spotkaniach tak wybitnych polityków z - nie bójmy się spojrzeć prawdzie w oczy - przypadkowymi członkami przypadkowego społeczeństwa? Co zaprzątnęłoby na  dłuższy czas uwagę mediów albo awansowało do rangi wiadomości dnia?

czwartek, 3 stycznia 2013

Nowy rok w polityce

Po świąteczno-noworocznej przerwie postanowiłem sprawdzić, co tam słychać w polityce. Miałem taką cichą nadzieję, że politykom, którzy podobno w Wigilię mówią ludzkim głosem, zostało to na dłużej. Odpaliłem więc TVN24 i rzeczywiście trafiłem na dwie ważne wiadomości dotyczące polskiej polityki. Oczywiście sprawcami tych rewelacji są partie opozycyjne: SLD postanowiło uczcić pamięć Edwarda Gierka - prawdziwego autora polskiego cudu gospodarczego, który zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną. Ponoć nasza nowoczesna lewica chciałaby ogłosić rozpoczęty właśnie rok 2013 rokiem pierwszego sekretarza PZPR. Przy czym towarzysze są na razie bardzo tajemniczy (prawie tak jak PiS z ogłoszeniem nazwiska "premiera technicznego"), bo szczegóły planują ogłosić dopiero 6 stycznia w rocznicę jego urodzin. Może przy okazji ogłoszą również podstawy programu gospodarczego oraz reform społeczno-politycznych inspirowanych dokonaniami tego ekonomicznego guru i orędownika prawdziwej demokracji.

wtorek, 18 grudnia 2012

Ironia losu, czyli dwie wiadomości o długotrwałości postępowań sądowych

Dziwne rzeczy czasem się dzieją, kiedy człowiek śledzi wiadomości za pomocą czytnika RSS:  oto dzisiaj koło siebie znalazły się dwie wiadomości. Pierwsza mówi, że w sprawie z powództwa Amwaya przeciwko TVP i Contra Studio dotyczącej filmu Henryka Dederki "Witajcie w życiu" (można go znaleźć tutaj), która rozpoczęła się w 1997 roku, udało się właśnie błyskawicznie uzyskać nieprawomocny jeszcze wyrok. Druga jest o tym, że Krajowa Rada Sądownictwa wyraziła sprzeciw (pełny tekst stanowiska rady można pobrać z jej strony internetowej) wobec dopuszczenia podręcznika gimnazjalnego "Wiedza o społeczeństwie" autorstwa Elżbiety Dobrzyckiej i Krzysztofa Makary, ponieważ przedstawia on małoletnim przypadkowym członkom naszego przypadkowego społeczeństwa "całkowicie sfałszowany obraz wymiaru sprawiedliwości". W kontekście poprzedniej wiadomości zwłaszcza rzuciło mi się w oczy stwierdzenie: "Czas trwania postępowań sądowych w stosunku do dużych krajów europejskich takich jak  Niemcy,  Francja  czy  Włochy  jest  porównywalny,  w  niektórych  przypadkach  nawet lepszy."  I nie wiem teraz czy to, że te dwie wiadomości pojawiły się w moim czytniku RSS obok siebie, to efekt złośliwości redaktorów Wyborczej.pl, czy też był to klasyczny przykład "ironii losu" (jako że jakiś czas temu stałem się zagorzałym wyznawcą teorii spiskowych, skłaniam się oczywiście ku tej pierwszej możliwości).

piątek, 23 listopada 2012

Nie będziesz brał imion Bernsteina i Woodwarda na daremno

Kiedy obserwuję relacje medialne dotyczące sprawy Brunobombera po raz kolejny przychodzą mi do głowy refleksje, które nasunęły mi się przy okazji zamieszania związanego z trotylem C4 i nitrogliceryną odkrytymi przez "Rzeczpospolitą" na wraku Tupolewa (http://www.rp.pl/artykul/947282.html i http://www.rp.pl/artykul/947284.html). Po artykułach Cezarego Gmyza zastanawiano się w mediach, czy były odpowiednio udokumentowane, czy autor miał prawo ukrywać przed redakcją swoje źródła itp. Ja patrzę na to z punktu widzenia czytelnika i nie widzę w nich nic, co dałoby się zweryfikować. Mamy tajemnicze źródła, które mu być może powiedziały to, co napisał, może powiedziały mu coś innego, czego nie zrozumiał, więc wytłumaczył to sobie po swojemu. Źródła albo nie wiedziały, do końca co mówiły (i w ten sposób powstał trotyl C4, który potem zmienił się w m. in. w nitroglicerynę), albo dziennikarz, który przyznał, że na materiałach wybuchowych się nie zna, nie do końca zrozumiał, o co im chodziło. Nie wiemy na ile są to źródła wiarygodne - były w Smoleńsku podczas badania wraku, usłyszały tą historię od kogoś, kto brał w tym udział, a może informacja dotarła do nich na zasadzie głuchego telefonu. Podobno naczelny "Rzepy" weryfikował te rewelacje u prokuratora Seremeta, ale nie nagrał tej rozmowy (Seremet również), więc znów nie wiemy, co zostało powiedziane, a co usłyszane i zrozumiane, zaś decyzję o tytule podejmował ponoć Andrzej Talaga - ale znów nie wiadomo, na czym się opierał.

sobota, 20 października 2012

Polityka a la Mordoksiążka

Po trzydniowej nieobecności w Warszawie wracam do domu, włączam TVN24 i trafiam na najważniejsze informacje dnia - polityków wzywających do rozliczenia winnych "afery dachowej". Tak jak wielu innych ludzi sam się śmiałem z tego, że w XXI wieku odpowiedzialni podobno ludzie nie potrafią skorzystać z prognozy pogody (choć z drugiej strony, jak się weźmie pod uwagę, jak często drogowcy są zaskakiwani opadami śniegu, to nie powinno mnie to dziwić), ani zrozumieć takiej z pozoru prostej zależności, że jak pada deszcz, to jest mokro. Ale zrobienie z tego kolejnej afery wymagającej osobistej interwencji premiera to gruba przesada. Ktoś dał du... (zdarza się to codziennie w różnych sytuacjach - niestety tym razem podczas prestiżowego wydarzenia) - w efekcie było wielu wkurzonych kibiców oraz kupa śmiechu i kpin. Decyzji o niezasuwaniu dachu nie podejmował nikt NCS, choć być może niedostatecznie dokładnie wyjaśnili oni ludziom podejmującym decyzję, że murawa nie jest przygotowana do gry podczas deszczu. Sprawa w sam raz dla komisji śledczej.

czwartek, 19 lipca 2012

Niezbędnik kinomaniaka: recenzja "Taśm PSL"

Jako że cała Polska mówi o premierze amatorskiej, krótkometrażowej produkcji audio-wideo zatytułowanej "Taśmy PSL", również postanowiłem zapoznać się z tym znaczącym dziełem. Utrzymane jest w prostej konwencji teatralnego dialogu, zachowując klasycystyczną zasadę trzech jedności. Reżyser dołączył do tego czwartą - cała scena sfilmowana jest jednym długim ujęciem nieruchomej kamery. Sam kadr jest surowy, wręcz zgrzebny, a bohaterowie częściowo przesłonięci elementami prostych, stonowanych dekoracji, dzięki czemu możemy się skupić na ich słowach niosących główne przesłanie dzieła. Również ruch sceniczny nie przeszkadza w śledzeniu twardego lecz potoczystego dialogu.

wtorek, 17 lipca 2012

Hieny

15 lipca TVN24 przerywa program "Loża prasowa", żeby nadać konferencję niedetektywa Rutkowskiego w sprawie śmierci Madzi. Następnie prowadząca program Małgorzata Łaszcz nakłania obecnych w studiu Sławomira Sierakowskiego, Igora Janke, Pawła Lisickiego i Bartosza Węglarczyka, żeby komentowali to "wydarzenie". Zaproszeni publicyści nie kwapią się szczególnie do tego, zamiast tego zarzucają TVN nakręcanie zainteresowania i podgrzewanie niezdrowych emocji w celach komercyjnych. Pani Małgorzata broni decyzji stacji, twierdząc, że jest to taki ważny temat, budzący zainteresowanie społeczeństwa i nie ma to żadnego związku z poziomem oglądalności. W pewnym momencie mówi, że zaraz usłyszy, że to ona namówiła Katarzynę W., żeby zabiła swoje dziecko. Kiedy obserwowałem medialną histerię wokół tej sprawy - której od samego początku patronował Super Express, a pod którą następnie podłączyły się inne media - z tymi "poważnymi" i "opiniotwórczymi" na czele, miałem dokładnie takie odczucia: jak kiedyś zabraknie tematu, to któraś gazeta zleci zabójstwo, by wykreować news (najlepiej jakiegoś dzieciaka, bo w ten sposób najłatwiej złapać przypadkowych członków przypadkowego społeczeństwa za serce). Przesadzam? Być może, ale niedługo może się okazać, że nie bardzo. Ciekawe na przykład, czy szacowna stacja informacyjna powstrzymałaby się przed puszczeniem nagrania (oczywiście przypadkowego), na którym byłoby widać matkę mordującą dziecko. Zwłaszcza gdyby miała je na wyłączność.

czwartek, 28 czerwca 2012

Zagadki Euro


Już starożytni Mohendżodarianie sformułowali zasadę, że wszystko przemija - nawet najdłuższa żmija (choć w kręgach naukowych ostatnio podnoszą się głosy, że przejęli ją jednak od Harappian). Zbliżający się koniec wielkiego piłkarskiego święta wyraźnie pokazuje nam, że prawda ta wciąż obowiązuje mimo upływu wieków. Prawdziwe emocje są już za nami: gospodarze zgodnie odpadli w fazie grupowej, Anglicy polegli po rzutach karnych, a przyjacielską rywalizację między polskimi i rosyjskimi fanami wygrała policja (choć niektórzy uważają, że zastosowanie armatek wodnych, gazu i broni gładkolufowej nie było w pełni zgodne z zasadami fair play). W spotkaniu między Portugalią i Hiszpanią nie padła ani jedna bramka w czasie gry, a boski Cristiano Ronaldo nie miał nawet szansy na zakończenie strzelić sobie karnego. Na pocieszenie zostaje mu pewność, że brylantyna, którą stosuje, pozwala zachować nieskazitelną stylizację przez cały czas trwania meczu i nie szkodzą jej nawet kontakty głowy zawodnika z piłką. Ba, nawet największa zagadka tych mistrzostw, czyli pytanie, kim jest tajemnicza polska kibicka, którą przypadkowo wyłapywały w wielotysięcznym tłumie widzów obiektywy fotoreporterów znalazła już rozwiązanie.

 (zdj.: Sportsphoto/Splash News/Imago Sport and News/East News)
Okazało się, że to Natalia Siwiec, zupełnie przypadkowa polska dziewczyna. Osoba tak nieznana, że jej biogram w Wikipedii udało się zamknąć w 6 linijkach.

czwartek, 21 czerwca 2012

Ojcowie sukcesu, czyli uzdrawianie polskiego footballu

Nasze orły zakończyły już udział w Euro, nastał więc czas na podsumowanie ich występu. Musimy sobie twardo i pryncypialnie powiedzieć, że był to największy sukces, osiągnięty przez naszą reprezentację w rozgrywkach międzynarodowych w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat. Wbrew przewidywaniom różnych malkontentów, którzy twierdzili, że będzie tak jak w poprzednich wielkich imprezach, czyli najpierw mecz otwarcia, potem mecz o wszystko i na koniec mecz o honor, o wszystko zagraliśmy dopiero w trzecim spotkaniu. Nasi chłopcy dzielnie wypruwali z siebie żyły, mimo braku wsparcia ze strony PZPN, który przekazał im jedynie po 11 biletów na głowę na każdy mecz w którym grali, przy czym niektóre dając im dopiero na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania. Brak najbliższych na trybunach wyraźnie wpłynął na pogorszenie dopingu, co w znaczący sposób utrudniło grę naszym zawodnikom. Również kibice nie w pełni stanęli na wysokości zadania – w meczu z Grecją, w trudnych chwilach, kiedy graliśmy z przewagą jednego zawodnika, doping pozostawiał wiele do życzenia. Nasi piłkarze pomimo tylu przeciwności stanęli na wysokości zadania i zdobyli całe dwa punkty, mimo że znów przyszło im grać w grupie śmierci.

sobota, 16 czerwca 2012

Głos w obronie Prawdziwych Patriotów niesłusznie szykanowanych przez totalitarny reżim Tuska

Wczoraj rano otworzyłem sobie Gazetę Polską Codziennie z zeszłego piątku i trafiłem na Felieton kibica Ryszarda Siemaszko zatytułowany "Białoruś bis". Felieton poświęcony jest obronie polskiego więźnia politycznego, niesłusznie szykanowanego przez władze Piotra Staruchowicza. Po wysłuchaniu wywiadu z ks. Wąsowiczem (27 minuta nagrania i następne) zamieszczonym na portalu pomniksmolensk.pl, tytułowanym tam kapelanem kibiców (władze kościelne nic o takim tytule nie wiedzą), zrozumiałem dlaczego. Staruch, "prywatnie zresztą bardzo sympatyczny chłopak, bardzo zdolny" (tamże), jest znienawidzony przez władze, ponieważ wymyślił hasło "Donald matole, twój rząd obalą kibole". Szkoda, że takiemu kulturalnemu młodemu człowiekowi, głęboko zaangażowanemu w mobilizowanie piłkarzy ukochanego klubu do dobrej gry, nie pozwolono organizować dopingu naszych kibiców na meczach reprezentacji. On nauczyłby wszystkich "pikników", co to jest prawdziwy doping:

poniedziałek, 14 maja 2012

Piąta kolumna w Platformie

Wydaje się, że Donald Tusk nie ma szczęścia do medialnych wyczynów podległych sobie ministrów oraz ich współpracowników. Warto w tym kontekście wspomnieć początkową twardą obronę ACTA przez ministrów Boniego i Zdrojewskiego, którzy ugięli się dopiero pod zmasowanym atakiem złodziei własności intelektualnej. Kolejny przykład, to ministra Mucha, której trudno było zrozumieć, że kiedy zatrudnia bez konkursu znajomych na kluczowych stanowiskach w podległych sobie resortach, to będzie słusznie oskarżana o kumoterstwo. I tak na prawdę nie ma tu nic do rzeczy, czy jej protegowanym będzie przedsiębiorca, fryzjer, piekarz czy babcia klozetowa. Można by również przywołać w tym kontekście neurotyczne hamletyzowanie wicepremiera Pawlaka w sprawie reformy emerytalnej. Zgodnie z zasadą brzytwy Hanlona, tłumaczyłem sobie takie wpadki zwykłą niekompetencją, bądź nagłym atakiem pomroczności jasnej, wystrzegając się podejrzeń o działania celowe. Śmiejąc się przy tym z autorów teorii spiskowych wszelkiej maści uważałem się za twardego realistę.

sobota, 10 marca 2012

Prawo autorskie okiem złośliwego zgreda

Oddałem ostatnio kolejne podpisy pod wnioskiem w o referendum w sprawie ACTA. Od czasu, kiedy się okazało, że premier Tusk został wprowadzony w tej sprawie w błąd, a może nawet oszukany, mogę powiedzieć, że spełniłem w ten sposób obywatelski obowiązek. Cieszę się, że jako zatwardziały pirat*  mogłem chociaż raz stanąć po stronie prawa. Teraz można powiedzieć, że jestem na pirackiej emeryturze - nie ściągam z sieci plików, korzystam z legalnego oprogramowania, najczęściej zresztą darmowego, a jeżeli nie ma takiego, które spełnia moje wymagania, to płacę za wersje komercyjne. Dlaczego w takim razie jestem przeciwko?
Wkurza mnie, że niedługo przed posłuchaniem piosenki lub obejrzeniem filmu powinienem zrobić doktorat z prawa lub co najmniej skonsultować się z renomowaną kancelarią, by ustalić, czy na pewno będzie to dozwolony użytek, czy też powinienem zapłacić tantiemy albo od razu oddać się dobrowolnie w ręce organów ścigania.

czwartek, 1 marca 2012

Sól, czyli o rzetelności dziennikarskiej

Jako przypadkowy członek przypadkowego społeczeństwa wiedzę o tym co się dzieje na świecie zawdzięczam dzielnym i nieustępliwym dziennikarzom, bojownikom prawdy, przedstawicielom czwartej władzy. To właśnie im chcę poświęcić ten post.
Sprawa Madzi dogorywa gdzieś na ostatnich stronach gazet, więc trzeba znaleźć kolejną, najlepiej makabryczną sensację. I proszę bardzo: od kilku lat byliśmy systematycznie truci solą, a dokładniej solą wypadową. A przecież "ta sól może zabić".