Oddałem ostatnio kolejne podpisy pod wnioskiem w o referendum w sprawie ACTA. Od czasu, kiedy się okazało, że premier Tusk został wprowadzony w tej sprawie w błąd, a może nawet oszukany, mogę powiedzieć, że spełniłem w ten sposób obywatelski obowiązek. Cieszę się, że jako zatwardziały pirat* mogłem chociaż raz stanąć po stronie prawa. Teraz można powiedzieć, że jestem na pirackiej emeryturze - nie ściągam z sieci plików, korzystam z legalnego oprogramowania, najczęściej zresztą darmowego, a jeżeli nie ma takiego, które spełnia moje wymagania, to płacę za wersje komercyjne. Dlaczego w takim razie jestem przeciwko?
Wkurza mnie, że niedługo przed posłuchaniem piosenki lub obejrzeniem filmu powinienem zrobić doktorat z prawa lub co najmniej skonsultować się z renomowaną kancelarią, by ustalić, czy na pewno będzie to dozwolony użytek, czy też powinienem zapłacić tantiemy albo od razu oddać się dobrowolnie w ręce organów ścigania.